Wszystko zaczęło się od sms. Siedząc w pewny listopadowy wieczór 2008 roku dostałam sms'a czy nie chciałabym popisac... Na początku nie bardzo byłam zainteresowana bo ani nie miałam ochoty ani jakoś za bardzo siły na to by z kimś pisać, spotykać się itd. Niedawno rozstałam się z poprzednim chłopakiem. O tym nie wiedziałam nic bo nawet imię i nazwisko nie powiedziało mi nic. Choć był z tego samego miasta (a nasze miasto nie jest wielkie) i był tylko 3 lata starszy, nic mi nie mówiły te wieści, które o sobie mówił. Rozmowa jakoś się kleiła, ale ja w końcu odpuściłam. Zbliżały się święta Bożego Narodzenia. On miał wyjechać do jakiejś ciotki, ja zostałam w domu. Czasem pisał, ja nie odpisywałam. Pewnego dnia weszłam na nk. Zobaczyłam jego zdjęcie - wcześniej ich nie miał. No i pomyślałam sobie "On będzie mój". Z charakteru mi się w sumie podobał, fajnie się z nim pisało, no ale nie wiedziałam jaki jest z wyglądu a wielu się już spotkało takich, że można było pogadać ale nie do końca na nich patrzeć. On był inny. Umówiliśmy się. Pamiętam to jak dziś. 28.12.2008r. jakoś koło 18.00.
Mieliśmy się spotkać w parku, koło kościółka. Taki "środkowy punkt" między naszymi domami ;). Gdy przyszłam - On już czekał. Miał czarne dresowe spodnie, czarną sztruksową kurtę i czapeczkę z takim fajnym daszkiem i białe buciki, które było z daleka widać ;) Pierwsze słowa, zdania, jakieś nieskładne. Od razu mi się spodobał. W rzeczywistości był jeszcze przystojniejszy niż na zdjęciach. Po za tym był strasznie nieśmiały. Poszliśmy na spacer nad zalew. Zrobiliśmy tego wieczoru trochę kilometrów. I choć było zimno i ciągle się pytał czy nie jest mi za zimno to jednak ani razu mnie nie przytulił, nie dotknął - szliśmy chyba jakiś metr od siebie tylko o czymś tam gadając. Pamiętam, że ciągle zakładał mi tylko na głowę kapturek, który wciąż spadał. Czas leciał szybko. Musiałam wracać. Odprowadził mnie pod sam dom. Tam tylko mnie przytulił i dał buziaka w policzek, jak stary przyjaciel. Powiedział, że się odezwie. Byłam cała w skowronkach i taka szczęśliwa poszłam do domu i czekałam. Sms przyszedł szybciutko ;) Pytał się czy jutro zaś się spotkamy. Nie umiałam odmówić. Zaczarował mnie i chciałam s powrotem być z nim. Jak najszybciej.
Spotkaliśmy się już rano - ja pod wymówką, że idę się przejść do koleżanki. Spotkanie, znów rozmowy i spacer nad zalew. Pamiętna ławeczka i pierwszy pocałunek. Pierwszy, później drugi i tak nie było im końca. Ja zakochana, On chyba też. Mówił, że jestem Jego aniołkiem. Że myślał, że już nikogo nie spotka (był po długim związku). Było nam razem strasznie dobrze. Tego dnia rozstaliśmy się dosłownie na godzinkę na obiad. Cały wieczór znów byliśmy razem. Spacerowaliśmy, trzymaliśmy się za rękę i przytulaliśmy się. Byliśmy razem szczęśliwi.
Mieliśmy razem spędzić sylwka, ale i ja i On już byliśmy umówieni ze znajomymi swoimi na spędzanie go inaczej. No i słowa dotrzymaliśmy - początek odbył się ze znajomymi, później jednak i ja i on wyszliśmy bo stwierdziliśmy, że chcemy być razem. I już przed północą byliśmy znów razem. Każdą wolną chwilę spędzaliśmy razem. Chcieliśmy mieć siebie ciągle obok. Nie mogliśmy bez siebie wytrzymać.
Kilka dni później gdy zaczęliśmy spędzać czas u niego w pokoju, bo na spacerach już za bardzo marzliśmy było dużo przytulniej ;) Mogliśmy godzinami się przytulać i nikt ani nic nam nie przeszkadzało. Spędzaliśmy tak całe dnie. W końcu przyszedł czas i na miłość - pamiętam to i nigdy nie zapomnę. Jego ręce były takie gorące i takie "wystraszone". Pamiętam, że oboje baliśmy się tego dotyku, żeby przypadkiem nie zrobić czegoś nie tak. Pamiętam, drżące ale pragnące namiętności usta. Było bosko.!
No i mijał dzień za dniem. W końcu nadeszły Jego urodziny, później moje. Wkradł się między nas ktoś trzeci. Moja była przyjaciółka. Chciała z Nim być. Pisali ze sobą. Ja o niczym nie wiedziałam. Dowiedziałam się w dzień swoich urodzin. Byłam akurat z nim. Była awantura. Wybiegłam z płaczem, nie chciałam go widzieć Powiedziałam, że ma mnie wymazać z pamięci. Ale tak na prawdę czekałam, aż się odezwie. Po dwóch dniach ciszy zrezygnowałam. Dałam sobie spokój. Trzeciego dnia odezwał się Jego kumpel. Żebym się z nim spotkała. Obydwoje dostali opieprz. W końcu dlaczego to nie On pisze, skoro chce pogadać. Napisał. Spotkaliśmy się. Nie umiał znaleźć wytłumaczenia. Widziałam, że brakuje mu bliskości, mojego przytulenia. Lgnął do mnie od samego początku spotkania, ale nie umiał powiedzieć czego tak na prawdę chce. Nie umiał zrezygnować z czegoś dla tego drugiego. Powiedziałam, że musi wybrać. Wybrał. Mnie.
Później już jakoś się układało. Raz było lepiej, raz gorzej. Poznał też moją rodzinkę. Wciąż spędzaliśmy każdy wolny czas razem. Wakacje były udane. Nadeszły następne święta, sylwester - tym razem już planowany i spędzony wspólnie u Jego kumpla w innym mieście. Kolejne urodziny, Jego, moje. Zaś jakieś kłótnie. Tym razem jednak już jakoś to przetrwaliśmy. I kolejny rok spędzony razem. Dużo wspólnego czasu, wspólnych wypadów, planów i marzeń.
W końcu druga rocznica 28.12.2010r. W między czasie trochę się pozmieniało. Jednak wciąż razem i już nawet kłótnie nas nie rozdzielały. Ciągle razem i wciąż było im mało samych siebie.
W styczniu nie zjawiła się "ciocia z ameryki". Pytania "I co dalej?". Mnóstwo zapewnień i z Jego i z mojej strony. Że pomimo wszystko będziemy razem. Że zawsze możemy na siebie liczyć. To się sprawdzało. Byliśmy ze sobą w najtrudniejszych momentach. Był przy mnie gdy zmarły obie babcie. Ja byłam gdy stracił pracę. Był gdy potrzebowałam wsparcia w szkole. Ja byłam gdy miał problemy w domu. Był zawsze. I ja byłam.
W końcu zrobiłam test bo niepewność mnie dobijała - 25.01.2011r. Zobaczyłam dwie kreseczki.
Nie wiedziałam czy mam się cieszyć czy płakać. Pojechałam do szkoły bo on się nie odzywał. Ale wchodząc do szkoły dostałam smsa od niego, dlaczego nie przyszłam. Więc wsiadłam w autobus i pojechałam s powrotem do Niego. Gdy się dowiedział - był w szoku, ale mnie przytulił i powiedział, że jakoś to będzie. Pierwszy tydzień po tej wieści był ciężki - on musiał to strawić, ja bałam się cokolwiek robić i nie wiedziałam co dalej.
Każdy kolejny dzień jakoś to wszystko zmieniał. Było raz lepiej, raz gorzej. Gdy dowiedzieli się rodzice, zaczęło się pomału układać - wszystko się wyjaśniło co do naszej przyszłości. Zadecydowaliśmy, że jak najszybciej zamieszkamy razem u mnie. Chcieliśmy się pobrać. Chcieliśmy stworzyć własną rodzinę. I pomału ją tworzymy. Razem mieszkamy, razem robimy wszystko co możemy robić razem. Wzięliśmy ślub cywilny. Wspieramy się i pomagamy sobie nawzajem w ciężkich chwilach.
Teraz czekamy na małego bombelka. Tworzymy swoją małą rodzinkę, tworzymy swoją wspólną historię. Zobaczymy co będzie dalej ;) Ale wiemy już teraz, że miłość wszystko potrafi przetrwać i ze wszystkim da sobie radę.
Dopisek.
Bombelka już się doczekaliśmy - Kacperek jest najcudowniejszym prezentem od życia. Teraz już mamy wszystko i możemy "zapisywać karty życia" kolejnymi wspólnymi dniami, historiami, przeżyciami i cieszyć się ze wspólnego życia :)
Jedna myśl - w dresie na spotkanie z dziewczyną?
OdpowiedzUsuńZupełnie nie mój typ ;)
Moje kochanie cały czas chodzi w dresie ;P Taki typ :)
OdpowiedzUsuńJak lubi :) L. z racji zainteresowań gustuje raczej w strojach militarnych - bojówki, kamuflaż itd. Ale i tak najlepiej wygląda jak zakłada garnitur ;)
OdpowiedzUsuńCo do garnituru to chyba każdy facet wygląda w nim najlepiej ;) Powinien być taki wymóg jakiś, że faceci mogą chodzić tylko w garniturach :D
OdpowiedzUsuńJa jak zobaczyłam swojego pierwszy raz w garniturze to po prostu się rozpłynęłam :D a już nie wspomnę o tym jak zobaczyłam go na Naszym Ślubie jak był ubrany w garnitur i odwalony taki, że szok.! ah :) :D
Zgadzam się co do tego obowiązku :D!
OdpowiedzUsuńCóż, na naszym ślubie to będę się starać, żeby przyszły mąż się rozpływał z zachwytu ;>
Ach, tak mi jeszcze właśnie do głowy wpadło, że chyba mogą się zdarzyć wyjątki od tych garniturów ;> np. mój trener judo to najlepiej wygląda na treningach (tak, wiem, nie powinnam się interesować wyglądem innych facetów, do tego starszych ode mnie o jakieś 15 lat, ale jednak oczy mam dalej i oceniam wygląd :p).
OdpowiedzUsuńLadna historia :) a co do dresu - to sa takie typy i juz :) najwazniejsze ze Tobie jest z nim dobrze i w koncu on w dresie Ci sie spodobal ...
OdpowiedzUsuń