Pokazywanie postów oznaczonych etykietą emocje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą emocje. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

No to muszę się wygadać....

ostatnio chodzę jakaś nabuzowana... wszystko mnie wkurza. wszystko się zawsze psuje w najmniej odpowiednim momencie. Nie dość, że wydatków w tym miesiącu w cholerę to jeszcze jakby tego było mało popsuł nam się piecyk gazowy, a gość jedyny w mojej miejscowości który takie naprawia wyjechał na jakieś szkolenie i takim sposobem od piątku wieczorem do jutra nie wiadomo do której godziny zostaliśmy bez ciepłej wody i bez ogrzewania. Z ogrzewaniem pal licho bo już w miarę ciepło i w domu i tak jest ciągle ok.22 stopni, gorzej z wodą, bo czy się ktoś chce umyć, czy kąpać Bombla no to tragedia bo wodę trzeba grzać w wielkim garze.... i pomyśleć, że ludzie tak kiedyś żyli na co dzień a dziś takie kilka dni to potrafi człowieka wkurzyć... No ale mam nadzieję, że gość jutro przyjdzie i zrobi i będzie można normalnie funkcjonować. Szkoda tylko, że ta część która najprawopodobniej siadła kosztuje ok.500zł + koszt montażu itd... MASAKRA. Aż się boję pomyśleć, co to będzie jutro...
Tak bardzo chciałabym, żebyśmy w końcu wyszli na prostą ale wiecznie musi się COŚ znaleźć, stać itp. Jak to mówią, trochę brzydko "jak nie urok, to sr...ka" eh.

A teraz trochę pozytywnie, dostałam od Wu. laptopa. na raty. Z racji tego, że od października wybieram się na studia (tak, to już raczej pewne o ile wszystko z kasą będzie ok...) no i teraz była okazja. Na razie nic jeszcze za  niego nie płaciliśmy, więc nie narzekam, ale pewnie zacznę od przyszłego miesiąca :) No ale w każdym bądź razie spełnił jedno z wielu moich marzeń. Czasem jest kochany, ale przez ostatnich kilka dni miałam też co najmniej kilka razy ochotę go udusić....

Nie wiem czy Wam pisałam... Mały nauczył się schodzić tyłem z wersalki! Wygląda przy tym przesłodko i przekomicznie, jak to mówi Wu. "jak mała dżdżowniczka" :) I teraz przy każdej możliwej okazji jak tylko zostawi się go na moment na wersalce, która u nas w pokoju siłą rzeczy jest cały czas rozłożona, to on niezależnie czy leży na pleckach (robi fik i już na brzuszku), czy na brzuszku robi kilka sprytnych ruchów i już jest na brzegu i z nóżkami i pupą zwisającą z łóżka czeka aż ktoś go złapie i schodzi sobie na podłogę zadowolony z siebie :) No i zaczął się podnosić na szczebelkach od łóżeczka jak siedzi do wstawania, jedyne co mnie tylko zastanawia to to, że z leżenia jeszcze sam nie siada, ale z siedzenia jak się go już posadzi to do wstawania chętny, a najlepiej to cały czas go trzymać żeby stał bo nóżki mocno prostuje i nie chce siedzieć czasem nawet :) Cwaniak mały. No i jeszcze nauczył się spać na brzuszku, a właściwie to nie nauczył tylko przypomniał sobie jak to się robi no i teraz w nocy jak się położy na brzuszku to później płacze bo nie umie się s powrotem obrócić (chociaż w dzień kula się w te i s powrotem)  no i muszę wstawać, żeby go obrócić ;)
Zaskakuje coraz to czymś nowym. A jutro musimy iść na szczepienie... WZW B.  i szczerze powiem, że jakoś sobie tego nie wyobrażam bo on ostatnio przy przebieraniu w domu pieluchy protestuje i mam nie lada problem czasem żeby go ubrać a co dopiero tam po szczepieniu będzie... aż się boję pomyśleć.!! Dobrze że następne dopiero gdzieś październik/listopad. Chociaż trochę spokoju będzie.

Uuuu ale się rozpisałam kochane... Szok. No ale musiałam się wygadać.

Aaa no i chciałyście żebym podała przepis, tyle, że ja to robiłam tak o z głowy. Ciasto francuskie było kupione w biedronce ;) pokroiłam w kwadraty, dałam do środka jagody (ale za pewne wszystko inne co by do głowy nie wpadło też będzie się nieźle spisywać), rogi zebrałam do środka i pozlepiałam brzegi i wsadziłam do piekarnika na ok.15min w temp. 180stopni. A jak już wyciągnęłam to odczekałam chwilę, żeby przestygło, dałam śmietanę, posypałam cukrem i było mniam.! Zniknęło w mig! ;)

czwartek, 12 kwietnia 2012

po "burzy"...

...jest już spokojnie. Teraz przyszedł czas na "naprawianie szkód". Były rozmowy itd. Zobaczymy co dadzą. Póki co zamówione są części do auta, przyszły już lampy a jutro podobno ma przyjść zderzak i klapa. Najgorsze tylko to, że jest dopiero 12 a kasy już praktycznie nie ma... Ale to już jest problem Wu i on dobrze o tym wie, powiedział, że załatwi. No i nie będzie miał wyjścia. ... Złość już mi przeszła, pozostał smutek i rozczarowanie...

Bombelek śpi. Czort się nauczył piszczeć i mruczeć i jak tylko coś nie pasuje to ostro daje o tym znać tak, że zapewne wszyscy sąsiedzi dookoła słyszą :) No a po za tym coraz większy głodomor, rano musi być kaszka owocowa, w południe obiadek (czasem tylko kilka łyżeczek a czasem zje dość sporo z tego co mu przygotuję). Oprócz tego herbatniczki dla dzieci najpierw rozciuma a później je gryzie co przyprawia mnie czasem o stan przedzawałowy, podobnie robi z jabłuszkami nawet jeśli jest najtwardsze jakie akurat miałam to i tak dziąsełkami potrafi już ułamać nie mały kęs. I jedyne co mnie zastanawia to... kiedy pojawi się pierwszy ząbek? :)

sobota, 18 lutego 2012

kolejny tydzień za nami

Każdy dzień ucieka tak szybko, kolejny tydzień za nami... w szkole leci, później w domu jeszcze szybciej czas ucieka. Mały rośnie jak na drożdzach, w czwartek skończył 5miesięcy ;) Duży i zaczepny już z niego chłopczyk ;) No i mały śmieszek przede wszystkim. W tym tygodniu będę mieć w końcu troszkę wolnego, bo mam urodziny i z małym na szczepienie więc sobie 3dni w szkole odpuszczam, myślę, że nie będzie tak źle ;)
Aaa no i nie pochwaliłam się jeszcze, że dostałam już pierwszy prezent urodzinowy ;) piękną czerwoną Perełkę - czyli nowe autko :) Passat B5 :) tylko trzeba ją poopłacać i troszkę ponaprawiać bo pare rzeczy jest do poprawki ale jest śliczny i świetnie mi się nim jeździ :)
Kochane odezwę się  w tygodniu a teraz zmykam bo mały też chce pisać na klawiaturze ;)
buźka ;*

piątek, 3 lutego 2012

Eh...

Czasami aż ciężko uwierzyć w to do czego zdolni są ludzie...

... a ja i tak dalej nie wierzę w wersję matki Madzi ... dla mnie nawet to do czego się przyznała nie jest do końca przekonywujące... myślę, że zakończenie tej historii będzie jeszcze inne...






ps. w końcu się odważyłam i zrobiłam to co chciałam zrobić już dawno temu... a mianowicie... zostałam RUDA. tak, RUDA. włoski zafarbowane, paznokcie pomalowane na ciemną czerwień... ale nawet to tylko na chwile poprawiło mi dziś humor...
ostatnie dni wolnego, a od poniedziałku się zacznie :(
na samą myśl, tęsknię za Bomblem, Wu i domem.. :(

ps2. Wu dziękuje za życzenia

poniedziałek, 30 stycznia 2012

bajka o... sami przeczytajcie

Dawno, dawno temu, żyło sobie dwóch braci.... Ramzes i Kryzys. Ramzes umarł a Kryzys żyje do dzisiaj....

Szlag mnie trafi! I to dosłownie.! Na koncie brak funduszy, możliwy debet do wybrania?Oczywiście ale z racji tego, że włączony dopiero dzisiaj będzie możliwy do zrealizowania dopiero po pierwszej wypłacie czyli po 10. Tylko po jaka cholerę mi debet po 10 jak będę miała wypłatę?Kredyt?bardzo proszę ale trzeba mieć zaświadczenie o dochodach i średnia z 3 miesięcy, a ze Wu ma jak na razie tylko dwie wypłaty na koncie to ... same już wiecie. Pożyczyć od kogokolwiek? taaa jasne, szczególnie na koniec miesiąca....
A tak wogóle to żeby wziąć w tym DURNYM kraju kredyt to ja nie wiem kim trzeba być, chyba jednym z pOSŁÓW żeby mieć taką możliwość, bo albo milion pięćset zaświadczeń, albo poręczycieli trzeba mieć, albo jesteś za młody, albo za krótko pracujesz i nie ważne że masz umowę na czas nieokreślony albo jeszcze jakieś cholerne COŚ.! I ja się pytam: JAK młodzi w polsce mają ŻYĆ? Jak tu się kompletnie NIC nie da załatwić!

Jestem wściekła! Z jakiego powodu?Zapewne już wiecie....

czwartek, 26 stycznia 2012

Wczoraj kłótnia z Wu. Dzisiaj powiedzmy, że już jest dobrze. Zbliża się mój powrót do szkoły a mi tak strasznie się nie chce. Dookoła, "artystyczny nieład". Na wszystko brak chęci. Brak jakiejkolwiek motywacji do działania. Tylko Szkrab coraz bardziej dokazuje. Dziś obudziło mnie wesołe gaworzenie o 9rano. Aż miło było posłuchać takich dźwięków. A teraz Wu w pracy a my z Małym chyba zajmiemy łóżko i włączymy sobie Usta Usta. Cappuccino już gotowe, pora na relaks? Na nic innego nie mam ani ochoty, ani siły.

Ps. Właśnie przeglądając bloga zauważyłam, że u mnie ostatnio jakoś tak zmiennie, raz humor lepszy raz gorszy... Czy nie mogłoby cały czas być dobrze?

wtorek, 24 stycznia 2012

czas się wygadać...

Bajka miała po części rację w komentarzu pod ostatnim postem... ale do rzeczy, bo chyba czas wyrzucić z siebie to wszystko.

Ostatni post pisałam dlatego, bo dowiedziałam się, że pracodawca mojego taty, zwija interes. Nie obchodzi go co z ludźmi. Po prostu koniec roboty i tyle. Dlatego napisałam, że czasami w jednej chwili wszystkie plany stają się nierealne. A jakie plany? A no takie, że mieliśmy w lutym wymienić sobie autko, bo to które mamy już trochę pada, że tak powiem i najwyższy czas je wymienić, bo jak to mówi mój tata: "gdy z auta robi się skarbonka to najwyższa pora je wymienić". No i na dodatek ja mam dojeżdżać nim do szkoły codziennie 30km w jedną stronę, więc dobrze by było, żeby mu się nic nie działo na drodze i żebym była pewna że bezpiecznie dojadę. No a teraz nie wiadomo co z nim, bo skoro tata nie ma pracy no to lipa. Musielibyśmy z Wu sami wziąć, na raty no a nie wiadomo czy nam dadzą. 
Druga sprawa jest taka, że skoro tato siedzi w domu, to mama stwierdziła, że musi jeszcze zostać w niemczech, bo w domu kasy razem nie wysiedzą. A ja od 6 lutego idę do szkoły... Więc z Małym będzie siedział tato, no bo innego wyjścia nie ma. A więc moja złość rośnie już nie tylko na pracodawcę taty ale i na mamę, która niedość, że wyjechała tydzień przed świętami, a do samego końca mówiła, że chce święta spędzić w domu z rodziną, to jeszcze miała wrócić wtedy gdy ja będę szła do szkoły, żeby Mały miał z kim być. A jak wróci to będzie wysłuchiwanie, że ona musi w niemczech siedzieć bo tata nie ma roboty, ale przepraszam bardzo jak tata ma znaleźć robotę skoro jej nie ma?! A mały to co ma sam ze sobą siedzieć, czy ja mam szkołę olać? Wiem, że Mały jest mój i Wu. i że to nasz problem. Ale obiecywała, że pomoże, że zostanie z małym.. ehh...
Trzecia to taka, że chcieliśmy robić remont w kuchni... no ale z powyższego tekstu same możecie sobie wywnioskować, że z nowej kuchni nici. Wogóle to wszystko mnie wnerwia. Do szkoły strasznie mi się nie chce wracać, bo wiem jak mnie wszyscy w klasie wkurzali jak jeszcze tam chodziłam normalnie przed ciążą.Wiem, że jak wrócę to pewnie będą dymy, bo każdy będzie miał jakieś wąty. Mam takie nerwy że mówię Wam... MASAKRA.

Wczoraj wieczorem próbowałam się "zresetować", jak to mówią niektórzy, była więc pyszna herbata i film z Wu. No i jeszcze dużo śmiechu z Małego, gdy Wu się z nim bawił :) Tylko On daje teraz uśmiech i szczęście!



"rączki malutkie a chwyciły za serce na całe życie" [by K&D&Z&Z]








DOPISEK. Czy któraś z Was wie jak z bloga na onecie przenieść WSZYSTKIE pisane tam posty tutaj? Da się tak? Proszę pomóżcie!

niedziela, 15 stycznia 2012

studniówka...

...potoczna nazwa balu, który odbywa się na około 100 dni przed rozpoczynającymi się w maju maturami.
...bal na który zawsze chciałam iść... 
...bal, ma którym zawsze mówiłam i planowałam, że będę z TĄ ukochaną osobą, ... że będę miała długą suknię na wielkim kole, ... że będzie jak z bajki...
Moja odbyła się wczoraj. Mnie na niej nie było. Choć zawsze było to moje marzenie... 
I nie było mnie tam nie tylko dlatego, że mamy Bombelka, choć po części też. Ale nie było mnie tam przede wszystkim dlatego, że moja klasa w technikum raczej nie nadaje się na takie imprezy. Po co było mi marnować pieniądze skoro i tak nie bawiłabym się dobrze? W mojej klasie i tak rozmawiam tylko z 2 może 3 osobami... reszta po prostu według mnie jest zwykłymi durniami (w klasie mam 23 chłopaków i 2dziewczyny + ja). Jednak jak oglądam zdjęcia i filmiki ze studniówek w różnych rejonach Polski to jest to ukłucie w serduchu.., które mówi "szkoda, że jednak mnie tam nie było". 
Na studniówce jednej w swoim życiu już byłam. Była to jedyna moja studniówka. Z moim byłym. Jakieś 5lat temu? Pamiętam, że bawiłam się świetnie. Był klimat, było tak uroczyście i wspaniale. Jak dla (wtedy) 14latki to było na prawdę MEGA wydarzenie. Teraz nie wiem czy byłabym taka szczęśliwa po swojej studniówce. 
I choć to jedyna taka impreza w  życiu, to może jednak dobrze, że mnie na niej nie było...?

sobota, 14 stycznia 2012

wcinam ciepłe jeszcze muffinki z czekolada, orzechami i rodzynkami i popijam zimnym mlekiem :) 
za oknem śnieg.! :)
przed chwila bawiłam się z małym śmieszkiem :) 
jak On pójdzie spać, a Wu. wróci z pracy ... prysznic a później może coś więcej? :)
SZCZĘŚLIWA! 
dawno się nie czułam tak jak teraz w tej chwili :) 

ps. później może wrzucę jakieś kulinarne zdjęcia ;) 

piątek, 13 stycznia 2012

ot tak...

Już jest lepiej... dołek zażegnany.
Wczoraj wieczorem oglądaliśmy film, "sierota" ale nie o filmie chcę mówić, tylko o tym, że oglądając go i widząc śnieg stwierdziłam, że chciałabym zobaczyć śnieg... że mi go brakuje. Dziś rano obudziłam się iiiii ....? Padał śnieg! Ale co z tego jak już go nie ma, a za oknem +3 stopnie. Zima w tym roku byle jaka u nas. eh.
A my z Wu. ostatnio nadrabiamy złe chwile. Przedwczoraj pogaduchy przy obiedzie, spokojny wieczór, później chwila tylko dla nas... mmmm... było cudnie! wczoraj to samo... dziś - rano zakupy i spacer z małym. Teraz Wu. kończy robić obiadek.! :) tak to mi się podoba.! Jestem szczęśliwa i oby to trwało jak najdłużej! już nie chcę smutnych chwil.

ps. Kasiu spodobało mi się Twoje pisanie różnymi rodzajami czcionek :)

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Przyjaciel/przyjaciółka potrzebna od zaraz! muszę się komuś wygadać a najchętniej to jeszcze wypłakać! mam dość! nie mam siły! padam na pyszczek! i wszystko mnie wkurza i dobija!
Kładę się spać! choć na chwilę, póki Mały właśnie słodko zasnął...
ehh... życie...

wtorek, 27 grudnia 2011

Tyle szumu, zamieszania i urwania głowy, a tu.... już PO świętach. Został tylko pełny brzuszek, kilka kilogramów więcej i choinka :) Nooo, niech będzie i PREZENTY. I choć nie każdy potrafi się cieszyć z drobnych, niewiele znaczących rzeczy to ja jednak do nich nie należę. Ja nie muszę mieć megamarkowych ekstra cudów. Wystarczy byle pierdoła żeby ucieszyć moje serducho, oczy i w ogóle mnie całą :)
Ale najbardziej ucieszył mnie uśmiech Skarba kiedy siedział w swoim foteliku na wielkim fotelu kiedy my siedzieliśmy przy Wigilijnej kolacji, najbardziej cieszył mnie Jego śmiech w święta i zadowolona minka. I cieszyło mnie też to:


Kiedy Jego rączki zaczęły bawić się psiurkiem od Świętego Mikołaja :D jest wtedy taki słodki, że można by Go było schrupać w całości :)

Święta co prawda zaczęły się kłótnią i kłótnią się skończyły... 
eh no ale cóż... 
nie będę się rozpisywać na ten temat bo nie chcę sobie i Wam psuć humoru ... 
szkoda gadać...


A na koniec coś co zawsze mi się podobało w święta, kto zgadnie co to takiego? :) I jak zostało zrobione?

piątek, 16 grudnia 2011

No i po strachu

Jestem kochane, jestem! W końcu koniec tego koszmarnego tygodnia. Było ciężko, ale nikt nie mówił, że w życiu wszystko jest łatwe i przyjemne :) Wszystko (no prawie) zaliczone. Nawet matma! O dziwo. Został tylko jeden przedmiot, z którego nie było nauczyciela cały tydzień bo był na zwolnieniu, a z racji tego że ja w przyszłym tygodniu nie mam już jak jechać do szkoły to zaliczenie tego przedmiotu będę miała jak wrócę do szkoły w lutym. Cieszę się ogromnie! Jestem prze szczęśliwa, pomimo tego, że oceny to wcale nie są same 5 i 4 bo w większości to 3 i zdarzyły się nawet dwie 2, ale co tam. Ważne, że zaliczone. Teraz są WAŻNIEJSZE sprawy na głowie :)

Mały rośnie jak na drożdżach, cały tydzień był z tatusiem i babcią. Wszyscy spisali się bardzo dobrze, aż szczerze mówiąc trochę byłam w szoku ale jestem mile zaskoczona. Dzisiaj Bombel skończył 3 miesiąc! Duży już z Niego facet, zdolny i taaaaki kochany :)

A na koniec jedna z niemiłych dla mnie wiadomości... mamita jutro jedzie do Niemiec, nie będzie jej na święta :( niestety... eh ale szkoda gadać.
Święta (nasze pierwsze wspólne) będą więc w tym roku spędzone u rodziców Wu. a nie w domu... niestety. A miało być całkiem inaczej. Miało być pięknie, a wyszło jak zwykle średnio na jeża...
Święta w domu ograniczą się do miniumum, chociaż tyle dobrze że tym minimum mogę się zająć sama... ale chciałabym jednak, żeby te święta były całkiem inne. Miałam takie fajne plany a wszystko szlag trafił :(

Po za tym z Wu planujemy sobie kilka rzeczy na nowy rok, zobaczymy co z tego wszystkiego wyjdzie, bo jak widać planowanie u nas raczej kiepsko nam idzie. O wszystkim powiem Wam w swoim czasie, a tym czasem zmykam spać bo od tygodnia nie bardzo miałam na to czas. A jutro... odwiedzę Was wszystkie :) Mam nadzieję, że mi się to uda....

środa, 2 listopada 2011

Szczepienia i inne takie

Byliśmy dzisiaj na szczepieniach... ehh ciężka dola mamy, która musi patrzeć jak jej maleństwo tak strasznie płacze :( Myślałam, że sama się poryczę... na szczęście już jest po, byliśmy później na spacerku a teraz właśnie moja kruszyna się budzi i zapewne będzie głodny :) Przybiera dość dużo... w 7 tygodni przybrał 2200gram. Ale jest taki fajny pucaty i tak słodko wygląda jak go karmię :)
Za oknem pogoda piękna, jakby to wcale nie zbliżała się zima, aż szkoda w domu siedzieć, jeszcze jak mam pomyśleć, że muszę zaczac się uczyć to aż mi słabo...
Jak wiecie moja mama już dwa tygodnie w Niemczech jest, teraz tato po chorobowym tez pojechał na delegacje, Wu w pracy a my musimy sobie radzić sami ale jakoś nam idzie nie narzekam. Oby tylko mama Wu za często nie chciała do malego przychodzić albo mi go zabierać (co nie będzie takie łatwe) to by było git.
W ogóle to w sobotę mamy jechać do drugich dziadków Wu (jakieś 70km w jedna stronę) z Kacperkiem, a wcale nie mam ochoty się z Nim tłuc tyle czasu w aucie i jeszcze tam... ehh szkoda gadać.
A po za tym to powiem Wam, że nie umiem sobie teraz wyobrazić kilku chwil bez małego, ciężko mi go zostawić komuś choć na chwile a co dopiero gdybym go miała zostawiać na cale dnie... teraz już nie wyobrażam sobie bez niego życia... :)

29.10.2011r minęło 34 miesiące od naszego zaczęcia  bycia razem z Wu. :) Jego tez kocham najmocniej na świecie i nie wyobrażam sobie bez niego życia!
Jestem od Nich dwóch uzależniona i nie chce żyć bez Nich! Moje Skarby :*

czwartek, 13 października 2011

Staram się okiełznać matmę... - działania na liczbach, procenty, wartość bezwzględna i rozwiązywanie nierówności z wartością bezwzględną, zbiory i przedziały - działania na nich, logarytmy, potęgi, wzory skróconego mnożenia i rozwiązywanie równań.. to wszystko mam do zaliczenia 27 października, na pierwszym sprawdzianie. To nic że połowy rzeczy nie pamiętam albo nie rozumiem... yyy super.!
Do tego dochodzi wybranie lektur na maturę do tematu o którym wspomniałam tutaj. Oprócz tego sprawdzian z podstaw przedsiębiorczości, z podstaw projektowania - obliczanie współudziałów w budynkach i prezentacje. Wszystko na 27 października.

MASAKRA.!

A na dodatek od dwóch dni, a raczej nocy chodzę nieprzytomna bo Bombel w nocy daje popalić rodzicom :) A w sobotę wesele, na które ani mi ani Wu. się iść nie chce.

RATUNKU.!
POTRZEBUJĘ POMOCY.!

czwartek, 6 października 2011

Przyjaciółka potrzebna od zaraz...

Chciałabym mieć w swojej miejscowości albo bardzo blisko kogoś kto przyjdzie, pogada, wyjdzie z nami na spacer, na soczek, komu mogłabym powiedzieć wszystko a ta osoba by się nie wymądrzała tylko zwyczajnie wysłuchała i gdy trzeba pocieszyła czy dodała wiary w siebie... Chciałabym móc komuś na prawdę zaufać i móc powierzyć wszystkie sekrety... Chciałabym mieć PRAWDZIWĄ przyjaciółkę...

Nie takie "przyjaciółki" jakimi okazały się niektóre dziewczyny...

Potrzebuję szczerości, zaufania... bratniej duszy.

ps. wkurza mnie wszystko ostatnio i nie mam siły już do niektórych rzeczy...
i nie chodzi tutaj o Kacperka ani o Wu.
chodzi o całą resztę...

czwartek, 29 września 2011

Cudak mały ;)

Nasz Bombel to istne cudo.! Tak, tak wiem, pewnie sobie pomyślicie, że zakochana młoda mamuśka wpatrzona tylko w swojego synka i świata po za Nim nie widzi itp... ble, ble, ble. :)
Ale powiedzcie tak szczerze, cóż jest lepszego od uśmiechu takiego bezinteresownego? Cóż jest lepszego od płaczem gdy Ciebie nie ma obok? Cóż jest ważniejsze od miłości istotki, która zrodziła się z Twojej własnej miłości do osoby, bez której nie wyobrażasz sobie życia? :)
Mam dwóch facetów. Dwóch cudownych facetów. Wu chociaż co dzień przychodzi padnięty, a mały w nocy czasem daje popalić, daje nam tyle miłości, mówi o swoich uczuciach a do Małego lgnie i tak chciałby wszystko koło Niego porobić ale widać że jeszcze nie ma takiej pewności i troszkę się boi żeby nic Nuśkowi nie zrobić ;) Jest najlepszym facetem jakiego mogłam spotkać. Jest cudnym mężem i jeszcze lepszym tatą ;) Oby tak było zawsze.
Kacper to mały czort, mamie uwielbia robić na złość, bić ją piąstkami po buzi jak tylko leży na wyciągnięcie Jego rączek, robić słodkie minki i najchętniej to by całe dnie spędzał u mamy na rękach ;)
Ciężko zrobić cokolwiek, bo sprzątać nie ma kiedy, obiad zrobić z Bomblem na rękach (albo przy cycu) to nie lada wyczyn, noooo powiem Wam, że chyba nauczę się wielu rzeczy, wielu dziwnych rzeczy przy Nim ;)

ps. Już wiem, że w szkole wszystkie przedmioty będę zaliczała komisyjnie w grudniu.... hmmm chyba będzie ciężko i powiem szczerze - nie mam pojęcia jak ja to zrobię. Temat z polskiego już wybrany : "Koniec i początek – biblijne i literackie wizje stworzenia i zagłady świata. Omów problem, analizując wybrane teksty". Po za tym czeka mnie jeszcze egzamin zawodowy... Ogólnie to zwolnienie będę miała do 2 lutego (do urodzin Wu :) ),a co później? Nie mam pojęcia. Niby to 3 miesiące tylko bo do maja... ale dla mnie to aż 3 miesiące. I nie umiem sobie wyobrazić tego, że będę musiała jeździć do szkoły i zostawiać małego na 8 albo 9 godzin dziennie z dziadkami. Chyba, że akurat Wu się skończy staż i będzie miał "wolne" i to on będzie siedział z małym to może będzie trochę inaczej... Sama juz nie wiem... 


ps.2. Kochane wybaczcie, że nie zawsze komentuję Wasze posty, ale mam nadzieję, że rozumiecie sytuację? Po za tym proszę Was żebyście pozostawiały mi linki do Waszych blogów te które czytacie bo ostatnio narobił mi się bałagan na blogu i na kompie i nie wszystkie linki mam... bu :( 

środa, 21 września 2011

W wielkim skrócie ...

... czyli o tym co u nas nowego ;)
Chwilowo mam troszkę wolnego czasu, więc postanowiłam Was powiadomić o tym i owym.
Przed 6 odwiozłam Wu do pracy, a że mały nakarmiony śpi to korzystam z chwili dla siebie bo wcześnie jeszcze więc nie będę od rana sprzątać czy coś ;) Pomału się ogarniamy w domku, dzisiaj odwiedzi nas położna środowiskowa - ciekawa jestem strasznie tej wizyty, a po za tym staram się razem z Wu jak najlepiej spełniać w roli rodzica ;)
No ale Wy pewnie chciałybyście wiedzieć JAK TO BYŁO? - Więc w piątek Wu miał iść pierwszy dzień na staż. W piątek były też urodziny mojego taty. W czwartek wieczór zaczęłam robić dla niego torta, ale zdążyłam zrobić tylko biszkopta i byłam tak padnięta, że postanowiliśmy się z Wu wcześniej położyć spać. Torta miałam dokończyć w piątek zanim tato wróci z delegacji a z samego rana miałam zawieźć Wu do pracy. O 2.00 obudziła mnie potrzeba skorzystania z toalety, i tak raz, drugi, trzeci, aż w końcu doszło do mnie, że to CHYBA JUŻ. Jak wróciłam do pokoju Wu się przebudził i oznajmiłam mu, że dzisiaj chyba jednak będzie miał wolne i nie pójdzie do pracy. On nie do końca zaskoczył bo najpierw tylko powiedział "mhm", ale zaraz później pytał czemu i co się dzieje. Jak powiedziałam, że to chyba się zaczyna to aż usiadł na łóżku i nie wiedział co ma zrobić. Mnie w między czasie zaczęły łapać bóle. Średnio co 15 minut. Wu wstał a ja poszłam obudzić mamę, która też z początku nie zajarzyła o co chodzi bo pytała czy to ona ma zawieźć Wu do pracy na co odpowiedziałam jej, że "Nie, Mnie masz zawieźć do SZPITALA". Jak dotarło do niej o co chodzi to szybciutko się pozbierała i zaczęli razem z Wu wypytywać co się dzieje, czy wszystko jest ok itd. Skurcze zaczęły pojawiać się coraz częściej. Ja zebrałam resztkę najpotrzebniejszych rzeczy i kazałam zawieźć się w trybie natychmiastowym do szpitala. I tak w szpitalu znalazłam się przed 4.00. Oznajmiłam, że chcemy poród rodzinny. Położna zabrała mnie na wywiad, w między czasie podłączyła mnie do KTG i ja słuchałam sobie odgłosów serduszka i starałam się dzielnie znosić skurcze, co nie było takie łatwe. Później przyszedł do mnie Wu i byliśmy już sobie razem na sali a mama musiała czekać na korytarzu. Dostaliśmy piłkę do skakania - naprawdę polecam. Można się skupić na oddechu i bólu. Ja dostałam kroplówkę, żeby wszystko poszło szybciej i tak się rozkręcało, rozkręcało, aż o godzinie 10.50 przyszedł na świat Kacperek.
Wu cały czas był przy mnie, od początku do końca i bardzo mi pomógł. Gdyby nie on to nie wiem czy byłoby to tak szybko i znośnie. I w tym miejscu POLECAM poród rodzinny! Świetna sprawa gdy ma się obok kogoś na kim można polegać, kogo można ściskać za rękę, kto pomasuje, poda wodę itp. Jestem mu bardzo wdzięczna za to co zrobił w tym dniu dla mnie i dla Kacpra.
Co do samych bóli i porodu to powiem Wam, że sam poród to, jak to określiła moja położna "pikuś w stosunku do bóli-skurczy". I to prawda, O ILE SIĘ SŁUCHA POŁOŻNEJ. Poród nie trwał dłużej niż 10 minut. Trzeba tylko oddychać i przeć w odpowiednim momencie. Ważne jest żeby NIE KRZYCZEĆ.! To na prawdę nic nie daje ;) A na skurcze też jest sposób i to ten sam co wyżej. Oddech, oddech i jeszcze raz oddech. Nie ma co krzyczeć, trzeba dzidzi pomóc i dotleniać swoje najcenniejsze skarby ;)
Także przyszłe mamuśki - nie bójcie się. Jak już to przeżyjecie i dostaniecie na ręce swoje ukochane maleństwo to od ręki odchodzą wszystkie bóle i cały strach itp. Te chwile są najcenniejsze w życiu i NIE MA SIĘ CZEGO BAĆ.!
A teraz jesteśmy już wszyscy razem. Mam w końcu dwóch najważniejszych facetów ze sobą i nie wyobrażam sobie bez nich życia. I powiem jeszcze tyle, że zrobię dla nich wszystko, żeby było im dobrze i żeby im niczego nie brakowało.
Jestem szczęśliwą młodą mamą.

środa, 14 września 2011

Zmiany, zmiany...

Jednak informuję od razu, że wcale nie w tym co myślicie. Póki co wciąż NIC się nie urodziło i wciąż NIC się nie dzieje. Specyficzne kopniaki w żebra odnotowywane są dość często co znaczy, że Dzidzia na sam koniec pragnie dać matce popalić i ma z tego na prawdę niezły ubaw. A ja póki co cierpliwie to znoszę bo nie mam innego wyjścia i chcę powiedzieć, że pomimo tego, że zaczyna to wszystko męczyć (kopniaki + pytanie co średnio 10minut czy może już albo ile jeszcze) to odczuwam satysfakcję z tego, że dzidzia jest taka energiczna, uparta (zapewne po mamusi) i że wszystko jest w porządku. Do terminu jeszcze 2 dni. Wciąż czekamy!

Aaaaa no a co to za zmiany, pewnie ciekawość Was szama? Tak więc zmiany są oto takie, że Wu.dostał staż - skierowany został z biura pracy - przyjąć więc go musiał i nie miał się czemu przeciwstawiać, bo choć za psie pieniądze to jednak teraz ważniejsze jest to, że ja podlegam pod Jego ubezpieczenie i Dzidzia jak się urodzi to będzie tak samo. Chcąc nie chcąc jesteśmy na to skazani. Ale za to będzie jakiś grosz - a przy Dzidzi za pewne się przyda.
Noooo i muszę się jeszcze pochwalić, że z racji tego, że Wu. owy staż podjął - postanowiliśmy zainwestować w coś swojego, prywatnego, na własność itp. Wu. namówił więc swojego tatę (na niego się nie da, na mnie tym bardziej-bo jeszcze się uczę), żeby wziął nam na raty komputer i monitor do kompletu. I tak od wczoraj jesteśmy posiadaczami nowego sprzęciora,- monitor trochę mnie męczy bo jest straaasznie duży jak dla mnie i zanim przeczytam coś z jednej strony do drugiej to mijają wieki :) hehe.

Dzidzia znów zaczyna figle, idę więc spać, bo na nogach jestem od godziny 6.30 a wczoraj do łóżeczka poszłam dopiero przed 23. Moje kochane Wu. nie chce dać mi pospać ostatnie dni. Ale zemsta za to będzie słodka - plan na nią już się tworzy :)

środa, 7 września 2011

Szkoła...

Tak więc (wiem, nie zaczyna się zdania od "tak więc":) ) byliśmy dzisiaj w szkole. Byłam u wychowawczyni, zostawiłam zwolnienie, wypytałam się co i jak z książkami itp. Byłam też u kilku innych nauczycieli i szczerze mówiąc nie spodziewałam się takiej reakcji na mój widok - każdy miły, pytał się jak się czuję i kiedy rodzę i kiedy wracam do szkoły i takie tam. Jedna nauczycielka nawet mnie uściskała i ucałowała (SZOK! - tym bardziej, że w szkole ma miano takiej trochę "kosy" ). Byłam bardzo mile zaskoczona ich reakcją. Parę nauczycielek dało mi swojego maila żebym w razie potrzeby pisała i się pytała jak czegoś nie będę rozumiała, wiedziała czy coś.
No a po za tym to wychowawczyni pytała jeszcze o moją maturę - jak to będzie i jakie przedmioty chcę zdawać. No i tu zaczęły się schody bo ja już sama nie wiem... Na pewno do tej podstawy (polski,matma i angielski) podejdę. A co więcej? Nie wiem. Chciałam chemię, ale cholernie się boję że sobie nie poradzę. Chemię miałam w pierwszej i drugiej klasie i teraz już w sumie wszystko pozapominałam. Musiałabym sama przypomnieć sobie cały materiał i nie wiem właśnie czy dam radę... :( Boję się i jestem strasznie rozdarta... Podobno jak się idzie na budownictwo to patrzą później jak ktoś ma np.właśnie chemię dodatkowo zdaną. Ale ile w tym prawdy? Co mam robić? Nie wiem. Siedzę i zastanawiam się CO JA MAM ZE SOBĄ ZROBIĆ?!


Dopisek. 21:15
Dziewczyny, ale ja wiem jakie są wymogi na uczelni którą ewentualnie bym wybrała. Nie potrzebuję spisów wszystkich uczelni w Polsce bo aż takich możliwości nie mam. W moim pobliżu są dwie. Na obu stronach internetowych jest napisane że biorą pod uwagę fizykę lub chemię. Jednak BUDOWNICTWO wcale nie jest aż tak obleganym kierunkiem w tych rejonach tym bardziej że nasz rocznik nie jest aż Bóg wie jak liczny żeby robili takie straszne wymogi. Rozmawiałam nawet swego czasu z Profesorem który wykłada na jednej z uczelni i niby mówił, że najważniejszy jest rysunek (więc co ma do tego chemia albo fizyka?). Później rozmawiałam zaś z osobami które na owe uczelnie się dostali i mówią, że te wymogi to ściema a tak na prawdę liczy się liczba chętnych na dany kierunek. Bo jeśli nie ma chętnych to oni biorą wszystkich bo w końcu mają z tego KASĘ.!
Ps. Dzień mam do dupy! Cały wieczór ryczę bez powodu i mam wszystkiego dość. Chciałabym już urodzić. Wkurza mnie to, że każdy się pyta ile jeszcze itp. Wkurza mnie, że wszystko wali się na łeb, na szyję mi i Wu. Wkurza mnie to, że w cholernej polsce NIC SIĘ NIE DA ZAŁATWIĆ I ZROBIĆ.! Do wszystkiego trzeba mieć znajomości albo kasę. Jak ktoś nie ma jednego i drugiego to może już w ogóle zapomnieć o NORMALNYM życiu w tym PORYTYM kraju. To jest CHORE.!!!